Ekstaza jak narkotyk. 10 Pucharów w RW i Liber T.

Uwaga! Materiał dla osób dorosłych. Do napisania poniższego eseju zainspirowała mnie zakupiona talia Liber T, bazująca mocno na słynnym Thoth Tarot Alistera Crowley’a. Szukając informacji o Liber T, trafiłam na anglojęzyczne archiwum forum Aeclectic. Znalazłam tam wyjaśnienie jednej z najbardziej kontrowersyjnych kart w tej talii, a mianowicie 10 Kielichów.

Rider-Waite – sielski obrazek

10 Kielichów jest uznawana za kartę szczęśliwą. Najbardziej znany wizerunek tej karty pochodzi z talii Rider-Waite’a. Z tego co się orientuję, jest to pierwsze przedstawienie tej karty w formie ilustracji, można ją więc uznać za kanoniczną. Waite był (podobnie jak Alister Crowley) członkiem Zakonu Złotego Świtu – co warto mieć na uwadze, gdyż podstawą dla ich dokonań były te same nauki. Każdy adept miał za zadanie narysować swoją talię Tarota, bazując na istniejących już kartach Zakonu. Waite razem z Pamelą Colman Smith stworzyli coś, czego wcześniej nie było: zilustrowali wszystkie Małe Arkana, zastępując proste grafiki Buław, Kielichów, Denarów i Mieczy rozbudowanymi scenami, ułatwiającymi zapamiętywanie znaczeń.

Co ciekawe, ich ilustracje (prawdopodobnie celowo) nie ukazują wszystkich znaczeń, jakie pierwotnie miały karty Złotego Świtu. Nauki zakonu były zbyt hermetyczne i zbyt pilnie strzeżone i Waite pominął je podczas projektowania swoich kart. Ilustracje oddają pewien smak i znaczenie, ale jednocześnie nie zdradzają sekretnych nauk. [źródło: „Tarot Thotha”, Lon Milo Duquette].

Przykład karty 10 Kielichów w taliach Zakonu Złotego Świtu
Oryginalna talia Zakonu Złotego Świtu i nowoczesna przeróbka.

U Waite’a widzimy sielski obrazek – tęcza, pełna rodzina machająca w stronę świetlistego łuku oraz zielone, żyzne łąki. Gdy widzimy tę kartę, daje ona nam nadzieję na najwyższe spełnienie.

Czasem zaznacza się, że karta ta podobna jest nieco do 9 Kielichów, również szczęśliwej, jednak posiadającej pewien brak. Otóż według powtarzanych interpretacji 9 Kielichów to szczęście dość osamotnione i przez to niepełne, gdyż będziemy je przeżywać bez ukochanych osób obok i nie będziemy się nim dzielić. Przez ten fakt cała beczka miodu 9 Kielichów ma w sobie tę przysłowiową łyżkę dziegciu.

Ale następująca po niej 10 Kielichów to coś więcej. Nasze trudny są skończone, odtąd już życie będzie płynąć jak na tym urokliwym obrazeczku, a do tego czeka nas życie w miłości, najlepiej razem z rodziną wyglądającą jak na amerykańskich reklamach płatków kukurydzianych.

Zanim przejdę do opisów karty z Thoth Tarot, warto jeszcze zauważyć, że niektórzy tarociści zwracają uwagę na naturę tęczy – jest iluzją, fatamorganą, kolorowym, nieuchwytnym światłem. Wskazuje na marzenia i tym samym 10 Kielichów oznacza tylko nasze pragnienia. 10 Kielichów niekoniecznie jest więc tą najszczęśliwszą kartą – upragnione szczęście ostatecznie nam się wymknie. Właśnie ta interpretacja byłaby zbieżna z tym, co mówił Crowley.

Karta 10 Kielichów w Radiant Rider-Waite
Radiant Rider-Waite.

Thoth Tarot – robi się groźnie

Nieco później za rysowanie talii wzięli się Alister Crowley oraz jego serdeczna przyjaciółka, Lady Harris. Co ciekawe, to właśnie owa rysowniczka wyszła z propozycją stworzenia nowej talii. Crowley początkowo odmawiał i twierdził, że jego zdaniem wystarczy wziąć talię złotobrzaskową i zwyczajnie ją przerysować na nowo. Harris miała kompletnie inny pomysł na talię i ostatecznie Crowley zgodził się z nią współpracować [źródło: „Tarot Thotha”, Lon Milo Duquette]. Zasadniczo zignorowali dzieło Waite’a, a Thoth Tarot z jednej strony bazuje mocno na kabalistycznych i magicznych naukach Zakonu, a z drugiej proponuje dużo nowatorskich rozwiązań.

Karta 10 Kielichów w talii Alistera Crowleya
Thoth Tarot.

Crowley tak napisał do Harris, gdy przyszło do omawiania tej karty:

Tło powinno wyglądać groźnie. Jest w tej karcie coś złowieszczego. Wskazuje na chorobliwy głód z przejedzenia. Coś w rodzaju głodu narkotycznego. Ale jednocześnie obcujemy tu z krańcową męczarnią wywołaną zstępowaniem w złudzenia, co przekłada się na konieczność dokończenia całego cyklu poprzez przebudzenie Wszech-Ojca.”

Jak pisze Duquette w swojej książce, Crowley twierdził, że ze względu na położenie poszczególnych kart na drzewie życia i ich astrologicznych wpływów to nie 10-tki pokazują prawdziwą istotę danego dworu, lecz jedynki, dwójki i trójki. Cała reszta kart to wypaczenia danego koloru.

10 Kielichów u Crowleya to przepełnienie, a tytuł („Satiety”) to Sytość. Nektar wylewa się z kielichów i ścieka gdzieś w dół. Thoth Tarot ma ogrom astrologicznej symboliki i często to ona definiuje znaczenia poszczególnych kart. Jak twierdził Crowley, za cienie 10 Kielichów ma odpowiadać Mars w Rybach:

Mars jest grubiański, gwałtowny i wywrotowy. Atakuje każdą domniemaną doskonałość. Jego energia bardzo kontrastuje z energią Ryb, która jest spokojna i uduchowiona.

Liber T – przekraczanie granic

W tym miejscu wjeżdża wspomniana Liber T. Jest to talia dość mocno krytykowana z powodu bardzo groteskowych przedstawień. Zasiedlają je postaci bez głów i twarzy, ludzie spleceni w seksualnych uściskach, a także ofiary przywiązane do słupów, okładane biczami. Oczywiście, ma też ona wiele pięknych przedstawień, zasadniczo jest to jednak talia trudna w odbiorze. Pokazuje ona pełen przekrój ludzkich zachowań, łącznie z takimi, do jakich mało kto się przyznaje w dobrym towarzystwie. Jak to określił znajomy: „Z taką talią można odkryć więcej niż wypada”.

Niektóre osoby, przyzwyczajone do tęczy i tańczących dzieci, mogą czuć się zmieszane widząc 10 Kielichów w Liber T. Z lewej strony mamy chorobliwie otyłego mężczyznę, pełną tacę jedzenia leżącą koło niego i jego seksualną partnerkę. Z prawej strony znajduje się osioł, który bierze ludzką kobietę, a całość obserwuje tajemnicza postać.

10 Pucharów w Liber T
Liber T.

Z talią tą jest pewien kłopot, ponieważ z jednej strony jest ona klonem Thoth Tarot (w zasadzie przerysowane Wielkie Arkana, Asy oraz karty Dworskie), ma jednak coś, czego oryginał nie posiada – w pełni ilustrowane Małe Arkana, zachowując z grubsza ich crowleyowskie znaczenia. Jak można się spodziewać, pełno na nich okultystycznych i kabalistycznych symboli, do których nie ma jednak ani słowa wyjaśnienia ani opracowania, a na co narzekali także użytkownicy wspomnianego na początku forum Aeclectic. Znalazłam tam jednak takie wyjaśnienie tej karty, które proponował jeden z forumowiczów:

The 10 of Cups runs with the same themes present in the 9 of Cups, except it takes them to the limit. The 10 of Cups is that certain saturation point where enough turns into too much. It’s taking things to the extreme. For example, eating and enjoying a slice of cake is the 9 of Cups. Eating the whole cake and making yourself feel sick is the 10 of Cups.” [źródło]

10 Kielichów posługuje się tymi samymi motywami co 9 Kielichów, z tą różnicą, że tutaj doprowadzone są do limitu. 10 Kielichów znajduje się w takim punkcie nasycenia, w którym ‚wystarczająco’ zamienia się w ‚zbyt dużo’. Doprowadza to rzeczy do ekstremum. Dla przykładu, jedzenie i cieszenie się kawałkiem ciasta to 9 Kielichów. Zjedzenie całego ciasta i pochorowanie się po tym to 10 Kielichów.”

Po Aeclectic krążył także PDF z opracowaniem tej talii, który da się teraz znaleźć tutaj. Znajduje się tam wzmianka, że zielona postać to egipskie bóstwo Nun (co nie byłoby takie dziwne, skoro oryginalny Thoth Tarot czerpał garściami z mitologii egipskiej), mi ta postać wybitnie jednak przypomina Szatana, którego opisuje się jako posiadającego rozdwojony jak u węża język [źródło]. Gdyby tak było, to dzięki temu znaczenie tej karty zbliżyłoby się do Wielkiego Arkanu Diabła.

Spotkałam się także z bardzo ciekawymi słowami, których niestety na potrzeby pisania tego postu nie jestem w stanie już odnaleźć, a właśnie one są dla mnie ważne i przytoczę w formie luźnego cytatu z pamięci. Ktoś miał spostrzeżenie, że owszem, karta ta symbolizuje wszelkie uciechy i szczęście – są doprowadzone do takiego poziomu, że… powrót do normalnego życia już nigdy nie będzie możliwy. Granica została przekroczona, a nasze zmysły porażone i przyzwyczajone do takich doznań, że zwykła, szara rzeczywistość jest już zbyt nudna.

10 Pucharów w talii Atlantis
Atlantis Tarot.

Powrót już nie będzie możliwy

To spostrzeżenie zapadło mi w pamięć i stało się punktem moich rozważań. Wróćmy do słodkiej 10 Kielichów z tęczą z Rider-Waite’a i przyłóżmy do niej powyższe słowa. W tej łagodnej wersji karty czeka nas niesamowite szczęście i spełnienie marzeń – takie wpłynięcie na spokojne wody, którego każdy z nas pragnie. Naprawdę wtedy chcemy, aby to był już jakiś finał i mówimy sobie „wreszcie jest dobrze!”. Coś jak happy end w filmach i oczekujemy, że „będziemy żyć długo i szczęśliwie”.

Zauważmy jednak, że z reguły Małe Arkana mówią o rzeczach dość przyziemnych. O duchowości i zmianach świadomości mówią Wielkie Arkana. Szczęście na 10 Kielichów pochodzi z relatywnych, zewnętrznych uwarunkowań – z kochającej rodziny, udanej pracy, masy pieniędzy, satysfakcjonującego hobby i doskonałego zdrowia. Oczywiście, że możemy się tym wszystkim cieszyć, istnieje tu jednak pewne niebezpieczeństwo. Otóż wszystko to ma to do siebie, że jest… przemijalne, ale jakoś bardzo lubimy sobie o tym zapomnieć. O Małych Arkanach tak pisze Jak Witold Suliga w swojej książce „Tarot, karty które wróżą”:

„Większość ludzi nie zadaje sobie trudu, by pogłębiać wiedzę o własnej kondycji. Cele, jakie stawiają przed sobą, nie dotyczą rozwoju jaźni. Błądzą po labiryncie Minor Arkanów, odkrywając rozmaite prawdy, przeżywają radości i smutki. To właśnie oni chcą, żeby im wróżyć, pytają o przeszłość, przyszłość, o to, co ich niepokoi lub zwyczajnie ciekawi. Nie obchodzi ich ezoteryczna warstwa Tarota, a co więcej — dziwią się, że w ogóle jest potrzebna. Karty Tarota są dla nich ,,mówiącymi kartami”, jak nazwał je niegdyś Pietro Aretino.”

Szczęście 10 Kielichów karty nie jest wynikiem naszego duchowego rozwoju i mądrości, które pozwalają nam zachować poczucie zadowolenia nawet w obliczu trudów. Gdy uwarunkowania 10 Kielichów przeminą, a szczęśliwa sytuacja ulegnie zniszczeniu to… znów będziemy nieszczęśliwi. I być może cudowne życie już nigdy nie wróci, nawet, jeśli bardzo byśmy tego chcieli. Partner może odejść, pracę możemy stracić, tak samo zdrowie – a także wszystko inne.

I co wtedy zrobimy? Jeśli jesteśmy mądrzy, zmianę możemy po prostu przyjąć ze spokojem. Będziemy mieć świadomość, że życie ma wiele przejawów i to naturalne, że są wzloty i upadki. A może być też tak, że skończy się to naszym rozpamiętywaniem starych, dobrych czasów, pomstowaniem na „niesprawiedliwość” losu i rozpaczliwą chęcią powrotu do poprzedniego stanu rzeczy. Jak to ujął Crowley: będziemy na narkotycznym głodzie i będzie to głód dostatku i przyjemności. Jeśli się nie uda do tego wrócić, nic nas już nie będzie cieszyć, a my pogrążymy się w zgorzknieniu, że zabrano nam źródło naszej radości. Zupełnie jak w tym cytacie: pozbawiona wymarzonych sukcesów i nagród, zwykła rzeczywistość nie będzie spełniać już naszych oczekiwań.